Z jakiej odległości fotoradar robi zdjęcie?

Pytanie o to, z jakiej odległości fotoradar robi zdjęcie, wraca bardzo często, zwłaszcza wśród kierowców, którzy zauważyli maszt dopiero w ostatniej chwili. Nie ma jednak jednej, uniwersalnej wartości w metrach, która byłaby prawdziwa dla wszystkich urządzeń. Odległość, z jakiej fotoradar rejestruje naruszenie, zależy od typu sprzętu, sposobu ustawienia przy drodze, warunków na jezdni oraz tego, jak szeroki jest tzw. obszar pomiaru. Urządzenia są konfigurowane tak, aby uchwycić samochód w momencie, gdy prędkość jest już wiarygodnie zmierzona, a tablica rejestracyjna – czytelna na zdjęciu. Z punktu widzenia kierowcy oznacza to, że „strefa ryzyka” zaczyna się wcześniej, niż sam widoczny maszt, a kończy dopiero tam, gdzie urządzenie przestaje mieć pewność co do tego, jaki pojazd i z jaką prędkością porusza się po pasie ruchu.

Z jakiej odległości fotoradar robi zdjęcie?

Fotoradar nie ma jednej stałej „odległości strzału” – zasięg zależy od typu urządzenia, jego ustawienia i warunków na drodze. Typowe fotoradary stacjonarne rejestrują wykroczenia z dystansu od kilkudziesięciu do około 100–150 metrów, ale dla kierowcy kluczowe jest przestrzeganie ograniczeń prędkości od znaku, a nie liczenie metrów do masztu.

Warto także pamiętać, że współczesne fotoradary coraz rzadziej są prostymi „aparatami fotograficznymi” wyzwalanymi tylko w jednym, wąskim punkcie. To zintegrowane systemy, które potrafią monitorować kilka pasów jednocześnie, rozróżniać kierunki jazdy i typy pojazdów, a czasem również rejestrować przejazd na czerwonym świetle czy inne wykroczenia. Z tego powodu myślenie o fotoradarze wyłącznie w kategoriach „złapał mnie z 50 czy 100 metrów” jest uproszczeniem – ważniejsze jest, w jakiej strefie pomiaru poruszał się samochód oraz czy kierowca utrzymywał prędkość zgodną z ograniczeniem na całym monitorowanym odcinku.

Od czego zależy odległość działania fotoradaru?

Zakres działania fotoradaru zależy przede wszystkim od jego konstrukcji i przeznaczenia. Klasyczne urządzenia stacjonarne montowane przy drodze są ustawiane na wysokości kilku metrów nad jezdnią i „patrzą” pod odpowiednim kątem na pasy ruchu. Producent określa, w jakiej odległości od masztu urządzenie jest w stanie wiarygodnie zmierzyć prędkość i wykonać zdjęcie z czytelną tablicą. Inne parametry mają radary korzystające z fal elektromagnetycznych, inne – urządzenia z lidarami, które „celują” w konkretny pojazd w wąskim stożku. Do tego dochodzi oprogramowanie, które decyduje, w którym momencie przekroczenia ograniczenia fotoradar faktycznie wyzwoli rejestrację zdjęcia.

Nie mniejszą rolę odgrywa geometria samej drogi. Na prostym, dobrze oświetlonym odcinku, bez drzew, ekranów akustycznych i ostrych zakrętów, możliwe jest ustawienie większej odległości robienia zdjęcia. Na łukach, w miejscach z licznymi zjazdami, skrzyżowaniami czy pasami do skrętu konieczne bywa ograniczenie zasięgu tak, aby urządzenie nie „myliło się” co do tego, który pojazd przekroczył prędkość. Dla kierowcy nie jest to jednak widoczne – patrzy on na maszt i znaki, nie widzi zaś dokładnych ustawień elektroniki, które określają, od którego punktu na jezdni radar zacznie reagować.

Typowe zasięgi – w jakiej odległości fotoradar „łapie” kierowcę?

W urządzeniach stacjonarnych montowanych przy drodze odcinek skutecznego pomiaru to zwykle kilkadziesiąt metrów przed masztem, czasem sięgające w sprzyjających warunkach nawet około 100–150 metrów. W tej strefie radar monitoruje prędkość zbliżających się pojazdów i w momencie przekroczenia limitu uruchamia aparat, który zapisuje zdjęcie oraz dane pomiarowe. W praktyce kierowca ma często wrażenie, że został „złapany z bardzo daleka”, bo przekroczył prędkość jeszcze przed dojazdem do widocznego pudła, a fotoradar został skonfigurowany tak, by zadziałać właśnie w tej odległości, gdy pojazd jest już dobrze widoczny i jednocześnie tablica rejestracyjna będzie czytelna.

W przypadku odcinkowego pomiaru prędkości odległość należy rozumieć zupełnie inaczej – urządzenia rejestrują pojazd przy wjeździe i wyjeździe z kontrolowanego fragmentu, a kluczowy jest czas przejazdu między tymi punktami. „Zdjęcie” może zostać wykonane przy bramownicy na początku odcinka, przy bramownicy na końcu albo w obydwu miejscach, natomiast pomiar dotyczy całej trasy między nimi, a nie jednego miejsca. Z kolei radary ręczne, używane przez patrole, mogą rejestrować prędkość z odległości sięgającej nawet kilkuset metrów, jednak funkcjonariusz musi mieć pewność, że mierzy konkretny pojazd i że będzie w stanie go zatrzymać w bezpiecznym miejscu. Wszystko to sprawia, że nie istnieje jedna prosta odpowiedź na pytanie o „standardowy” dystans, z jakiego każde urządzenie zrobi zdjęcie.

Dlaczego nie warto liczyć metrów, tylko patrzeć na znaki?

Z praktycznego punktu widzenia znajomość orientacyjnej odległości, z jakiej fotoradar robi zdjęcie, ma drugorzędne znaczenie. Kierowca nie jest w stanie w czasie jazdy dokładnie odmierzyć 50, 80 czy 120 metrów, a próby „wyczucia”, gdzie już można przyspieszyć albo gdzie jeszcze trzeba zwolnić, kończą się zazwyczaj stresem i niepewnością. Znacznie ważniejsze jest to, aby traktować znak ograniczenia prędkości jako początek strefy, w której należy utrzymywać wskazaną na nim wartość aż do miejsca odwołania – niezależnie od tego, gdzie dokładnie znajduje się fotoradar.

W wielu lokalizacjach urządzenie rejestrujące stoi dopiero po pewnym czasie od znaku, a do tego na drodze mogą pojawiać się kolejne ograniczenia – w rejonie przejść dla pieszych, skrzyżowań czy przejazdów kolejowych. Nawet jeśli w danej chwili nie ma żadnego masztu, przekroczenie prędkości może skutkować utratą panowania nad pojazdem lub zbyt długą drogą hamowania. Dlatego bezpieczniej i rozsądniej jest przyjąć, że prędkość dopasowujemy do znaków i warunków na drodze, a nie do widoczności fotoradaru. W ten sposób pytanie „z jakiej odległości robi zdjęcie?” traci na znaczeniu, bo kierowca po prostu nie pozwala, by jego prędkość stała się problemem dla niego i innych uczestników ruchu.

Przewijanie do góry